poniedziałek, 30 września 2013

Anioły ciemności



Obudziłam się w szpitalu. Ale coś było nie tak. Dopiero po paru minutach skapnęłam się, że patrzę na swoje ciało. Byłam strasznie blada i nie oddychałam. Nagle do Sali wpadł ojciec, a tuż za nim szła Karolina. Płakali jak nigdy dotąd. Kiedy odwróciłam wzrok, a za szybą zobaczyłam zrozpaczonego Kamila. Patrzył na mnie, a kiedy już nie mogłam  tego wytrzymać postanowiłam do niego podejść. Mówiłam do niego, ale on mnie nie słyszał. Dotknąć go też nie mogłam. I właśnie w tym momencie zrozumiałam, że ja tak naprawdę nie żyję, że miałam wypadek i stało się. Nagle w miejscu gdzie przed chwilą znajdował się szpital, pojawiły się dwie drogi. Jedna czarna, a na jej końcu znajdowały się ogromne czerwone drzwi, a druga biała, a jej drzwi były w kolorze waniliowym. Obok stał drogowskaz  na, którym było napisane „Sama musisz wybrać drogę.”. Wiedziałam to. I pewnie większość wybrałaby waniliowe, ale ja poszłam w stronę czarnych. Były one piękne, i skrywały w sobie jakąś tajemnice, ale jeszcze nie wiedziałam jaką. Droga była dłuższa, niż się wydawało, ale gdy już dotarłam drzwi same się przede mną otworzyły. Za nimi czekała już na mnie kobieta o ciemnych oczach oraz długich włosach. Miała ona również ogromne kruczoczarne skrzydła.
-Witaj w czarnych zaświatach.
-Czy ja umarłam?
-Nie, nie, ależ oczywiście, że nie inaczej być wybrała tamte drzwi.
-Więc dlaczego widziałam swoje ciało w szpitalu?
-Twoja dusza opuściła twoje ciało dopóki nie wypełnisz zadania.
-Zadania? Można jaśniej?
-Oczywiście przepraszam. Więc tak to zadanie przydziela ci rada aniołów ciemności. Ale nigdy nie wiadomo jakie to zadanie.
-Kim są anioły ciemności?
-Jesteśmy tacy jak ty nie umarliśmy, ale nasze dusze nie mogą wypełnić zadania. Jesteśmy tu uwięzieni dopóki go nie wypełnili.
-Czyli nigdy nie wychodzicie? A pozatym czemu tu jesteśmy tylko ty i ja?
-Bo to pomieszczenie jest tylko przykrywką dla naszego świata. A nawiązując do twojego pierwszego pytanie. Niektóre anioły dostają jakieś zadanie na Ziemi. Muszą na przykład zmienić czyjeś życie lub pomóc człowiekowi wybrać dobrą drogę na ziemi.
-Ale jak to zrobić skoro ludzie nas nie słyszą i nie możemy ich dotknąć?
-Jeszcze nie poznałaś swoich mocy. One pomagają wypełnić zadanie. Każdy ma inną. Ja na przykład mam dar komunikacji z żywiołem ognia. Anioł może mieć, aż pięć mocy, ale ostatni anioł, który tyle miał zginął 1450 lat temu.
-A co jeśli ktoś skończy zadanie?
-Wraca do swojego ciała i żyje dalej.
-A co teraz mam robić?
-Chodź, za mną.
Złapała mnie za przedramię i pociągnęła w górę na swoich skrzydłach. Widziałam ten świat z lotu ptaka. I nie wydawał się zbyt piękny. Czułam się, jakbym wylądowała w Hadesie. Wszędzie było czerwono. Wokół nie było zieleni, pachniało tu spanie lizną, a mimo to mieszkańcy chodzili szczęśliwi.
-A tak w ogóle to jak ty się nazywasz?
-Bridgit.
-Witaj Bridgit, ja jestem Kramisha.
-Kramisha? Ciekawe imię. Ile masz lat?
-Mam 16 lat, a jeśli wrócić do imienia to wiem, ale chwalić lub je krytykować będziesz po przydzieleniu ci zadania. Musisz iść korytarzem na przód, a potem skręcić w lewo tam znajdziesz ogromne drewniane drzwi. Na pewno nie zabłądzisz.
-Co? To ty nie idziesz ze mną?
-Nie mogę być tam w czasie przydzielania ci zadania, ale trzymam za ciebie kciuki.
-Będziesz na mnie czekać?
-Tak.
-Obiecujesz?
-Tak, obiecuję.
Jeszcze nigdy się tak nie bałam. Byłam ciekawa tego co zobaczę, ale wiedziałam, że może to mi się nie spodobać. Poszłam według wskazówek Kramishy. I dotarłam. Drzwi rzeczywiście były ogromne, miały z trzy metry i były zrobione z prawdziwego drewna. Otworzyłam je. Sala była ogromna i pusta. Na samym jej końcu stał duży, wysoki stół, a za nim siedziało dziesięcioro ludzi w zróżnicowanym wieku. Najstarszy wyglądał na 160, a najmłodsza dziewczyna na 12. Wszyscy skupili swoją uwagę właśnie na mnie, gdy nagle odezwał się najstarszy.
-Podejdź bliżej, dziecko.
Podeszłam bliżej, ale mój wzrok powędrował na twarz przystojnego anioła, który wyglądał na góra 17 lat. Był brunetem o dużych niebieskich oczach. Był inny jego oczu wyrażały to co ja czułam teraz w środku mojego ciała.

piątek, 27 września 2013

Wypadek



Wyjście z tego domu, to nie był jedyny powód dla, którego byłam szczęśliwa. Wiedziałam, że na imprezie będę mogła utopić smutki w alkoholu. Wsiadałam do mojego nowego auta i odjechałam z podjazdu. Do domu Kamila jechałam 5 minut. Jego dom był ogromny, a południowa ściana była częściowo ze szkła. Najpierw zadzwoniłam do drzwi frontowych. Otworzył mi wysoki łysy mężczyzna w podeszłym wieku. Uśmiechnął się do mnie serdecznie i życzył dobrej zabawy. Do ogrodu prowadziły ogromne drzwi z cienkiego, kolorowego szkła. A za nimi kątem oka można było dostrzec bawiącą się młodzież. Uzbierałam w sobie całą pewność siebie i dumnym krokiem przeszłam przez szklane wrota, niczym księżniczka idąca do swego ludu. Pierwszy zauważył mnie Tom. Tom był najlepszym przyjacielem Kamila, nie odstawał także od niego z wyglądem i charakterem. Podszedł do mnie i zaprosił do stolika do VIP-ów gdzie siedziała cała nasza paczka. Przywitałam się ze wszystkimi i zauważyłam, że wzrok Kamila daje mi do zrozumienia, że musimy pogadać. Bez żadnego sprzeciwu poprosiłam, aby przyszedł za pięć minut na naszą ulubioną ławkę, która znajduje się w zachodniej części ogrodu. Tej wysuniętej daleko od imprezowiczów i innych ludzi. Oprócz nas nikt tam nie zagląda. Spotkaliśmy się tam według planu.
-Oni się zaręczają!
-Kto?
-Tata z Karoliną.
-Nie możliwe twój ojciec nie jest taki głupi.
-A jednak.
-Pamiętaj zawsze możesz na mnie liczyć.
-Wiem i postanowiłam, że dzisiaj nic mi nie zepsuje humoru. Chcę się upić i bawić  do białego rana.
Wziął mnie za rękę i przytulił do siebie mocna, a po chwili szepnął mi do uch dwa słowa: „Kocham Cię”. Uśmiechnęłam się i zaciągnęłam go na parkiet. Kiedy wybiła północ byłam już kompletnie pijana. Ale chciałam jeszcze. Na szczęście Kamil odciągnął mnie od baru i kazał usiąść i się nie ruszać dopóki on nie wróci. Chwila jego nie uwagi wystarczyła mi na szybką ucieczkę do samochodu. Odpaliłam silnik i ruszyłam czekałam tylko, aż złapie mnie policja. Postanowiłam jechać dłuższą drogą przez las. Zasypiałam na siedząco, miałam wrażenie, że jeśli zamknę teraz oczy to już się nie obudzę. W pewnej chwili na drodze stało stado dzików, ale z prędkością jaką jechałam nie mogłam zahamować, a one zajęły całą drogę więc nie mogłam również ich ominąć. Naciskałam hamulec, ale na nic, bo on nie działał. I teraz już wiedziałam, że to nie wina prędkości. Ktoś przeciął hamulce.

Rozpoczęcie



       Nagła wizyta...

                     Nazywam się Ola mam 16 lat i mieszkam w Londynie. Jak pewnie już się domyśliliście jestem normalną nastolatką. Mam chłopaka, przyjaciół, rodzinę, dom i wszystko czego mi potrzeba. Ale od pewnego dnia moje życie wywróciło się do góry nogami.                                                     
        Jak co ranka obudził mnie budzik. Z trudem wstałam, ubrałam się i pomalowałam. Ale to nic. Na głowie miałam jeszcze wredną babę. Dziewczynę mojego ojca. Z tą kobietą nie dało się żyć. Wykorzystywała mojego ojca, a on zachowywał się jakby był ślepy. Udawał, że wszystko jest okej, a ja wymyślam. Ale to nie ważne wróćmy do mojego życia. Jak już mówiłam zrobiłam podstawowe czynności i zeszłam na dół po krętych schodach mieszczących się w moim domu. Na dole czekała już Karolina. Na początku przestraszyłam się jej wściekłego spojrzenia. Ale już zaraz nabrałam energii, aby móc walczyć z nią na słowa. To było normalne przeżywałam to codziennie.
-Co to ma być?
-Kartka.
-Dobrze wiesz, że chodzi mi o to co na niej się mieści.
-Wiem, że jesteś tempa, ale serio nie widzisz, że to sprawdzian z matmy?
-Właśnie widzę, ale nie rozumiem dlaczego dostałaś z niego trójkę.
-Jezu, nie możemy o tym pogadać po szkole? Śpieszy mi się. Zaraz przyjdzie Kamil.
-Ostrzegam cię, lepiej ze mną nie zadzieraj, bo jak już wyjdę za twojego ojca to zupełnie przez przypadek możesz wylądować w internacie.
-Kto ci powiedział, że do tego dojdzie?
-Uhhh… Jak twój ojciec z tobą wytrzymuje?
-To samo pytanie sobie zadaje odkąd twoja stopa stanęła w progu tego domu.
-Zejdź mi z oczu. Porozmawiamy sobie jak wrócisz do domu.
-Z wielką chęcią.
             Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi. Gdy je otworzyłam na ganku stał już Kamil. Kamil i ja chodzimy ze sobą już cztery lata, ale podkochiwałam się w nim już w pierwszej klasie. Jest on wysokim, przystojnym blondynem o dobrym sercu i wspaniałym poczuciu humoru. Kiedy mnie zobaczył mocno mnie przytulił i pocałował w czoło.
-Hej
-Cześć, idziemy?
-Oczywiście.
         Idąc ciemnymi ulicami Londynu zastanawiałam się. Jak to możliwe, że moje życie jest takie idealne. Wszystko układało się po mojej myśli, niczym w filmie. Krople deszczu kapały mi na włosy, a ja nadal myślałam i myślałam. Moje dylematy powstrzymał głos Kamila:
-Jesteśmy. Ja teraz mam geografię, więc widzimy się po lekcjach. Dobra?
- Tak, oczywiście. Do zobaczenia.
       Po tych słowach odszedł w siną mgłę i zniknął mi z oczu. Usiadłam na ławce. Bolał mnie brzuch i głowa. A do tego nie dawała mi spokoju myśl o tym, że coś jest nie tak. Że choć mam wszystko to jednak mi czegoś brakuje. Gwałtowny dzwonek przywołał mnie do rzeczywistości. Moją pierwszą lekcją była biologia. Już przy wejściu usłyszałam tylko „Wyciągamy kartki, kartkówka z ostatnich trzech rozdziałów”. Na szczęście siedziałam koło Wiki, a jej ksywa Wikipedia nie wzięła się z nikąd. Napisałam jako trzecia, ale niczego nie byłam pewna na sto procent. Wszystko było jedną nie wiadomą. Na przerwie czekała mnie niespodzianka. Przy mojej szafce stał mój stary przyjaciel Sam. Zdziwiło mnie to, ponieważ nie widzieliśmy się odkąd zaczęłam spotykać się z Kamilem. Przestał pisać i nie wchodził na facebooka. Więc jego niespodziewana wizyta była dość zaskakująca, lecz nie twierdzę, że mnie nie uradował jego widok. Podeszłam bliżej, a on spojrzał mi w oczy i uśmiechnął się.
-Siema.
-Siema? Po tylu latach tylko na tyle cię stać?
-Przepraszam po prostu Nie wiem jak mam się zachować. Tak długo ze sobą nie rozmawialiśmy.
-To dlatego, że mnie olałeś.
-Co? To ty nie odpisywałaś na moje listy.
-Nic nie dostałam.
-Dziwne. Pisałem do ciebie raz w miesiącu.
-Nie możliwe, chyba się nie rozpłynęły w powietrzu.
-Nie wiem, ale ta sprawa wydaje mi się podejrzana.
Nasz dialog został przerwany przez dzwonek na drugą lekcję.
-Sam teraz  muszę już iść, ale spotkamy się w sobotę?
-Dobra, ale obiecaj, że mnie nie wystawisz.
-Obiecuję.
        Przez resztę lekcji nie mogłam się skupić. Dostałam od nauczyciela dwa upomnienia, ale to nie za skutkowało. Nagła wizyta Sama nie dawała mi spokoju. A w dodatku co stało się z listami od niego? Odpowiedź była prosta, składała się z jednego słowa „KAROLINA”. Byłam pewna, że to ona za tym wszystkim stoi. Nadeszła ostatnia lekcja. Uwielbiałam angielski. Był to mój ulubiony przedmiot zaraz po muzyce, która zawsze była na pierwszym miejscu. Dzisiejsze zadanie przypadło mi do gustu. Uwielbiałam pisać opowiadania z dialogiem. Kiedy pani Grubas rozdała nam kartki od razu zabrałam się do pracy. Każde zdanie wyglądało jakbym obmyślała je przynajmniej przez cały dzień. Ale przecież wymyślałam je na poczekaniu podczas pisania. Moje wypracowanie brzmiało bardziej jak jakaś wyrocznia o dziewczynie ze znamieniem w kształcie liścia. Takim jak moje. Było idealne spodziewałam się pięknej piąteczki. Po upływie 45 min. zadzwonił nasz wybawiciel dzwonek. Przed szkołą czekał na mnie już Kamil.
-Jak było w szkole?
-Kamil wiesz, że bardzo cię kocham, ale muszę wracać do domu.
-Co? Dlaczego?
-Wytłumaczę ci to dzisiaj na imprezie. Okej?
-Dobrze. Trzymam cię za słowo.
-Do zobaczenia.
Po powrocie do domu od razu  udałam się do pokoju. Gdy nagle wpadła do niego Karolina z tatą.
-Coś się stało?
-Nie! To znaczy tak. Ja i Karolina pobieramy się.
-Żartujesz?
-Nie dlaczego miałbym żartować?
     Szczęka mi opadła. To co usłyszałam wzbudziło we mnie smutek, ale też złość i nienawiść. Udałam, że się cieszę, ponieważ nie chciałam zawieść ojca. Ale w głębi serca widziałam w oczach Karoliny dumę ze zwycięstwa. Kiedy oni świętowali w salonie ja się przygotowywałam na domówkę. Kiedy już byłam gotowa wyszłam z domu i byłam szczęśliwa, że nareszcie mogę odetchnąć od tego wszystkiego.