Nagła wizyta...
Nazywam się Ola mam 16 lat i
mieszkam w Londynie. Jak pewnie już się domyśliliście jestem normalną
nastolatką. Mam chłopaka, przyjaciół, rodzinę, dom i wszystko czego mi
potrzeba. Ale od pewnego dnia moje życie wywróciło się do góry nogami.
Jak co ranka obudził mnie budzik. Z
trudem wstałam, ubrałam się i pomalowałam. Ale to nic. Na głowie miałam jeszcze
wredną babę. Dziewczynę mojego ojca. Z tą kobietą nie dało się żyć.
Wykorzystywała mojego ojca, a on zachowywał się jakby był ślepy. Udawał, że
wszystko jest okej, a ja wymyślam. Ale to nie ważne wróćmy do mojego życia. Jak
już mówiłam zrobiłam podstawowe czynności i zeszłam na dół po krętych schodach
mieszczących się w moim domu. Na dole czekała już Karolina. Na początku
przestraszyłam się jej wściekłego spojrzenia. Ale już zaraz nabrałam energii,
aby móc walczyć z nią na słowa. To było normalne przeżywałam to codziennie.
-Co to ma
być?
-Kartka.
-Dobrze
wiesz, że chodzi mi o to co na niej się mieści.
-Wiem, że
jesteś tempa, ale serio nie widzisz, że to sprawdzian z matmy?
-Właśnie
widzę, ale nie rozumiem dlaczego dostałaś z niego trójkę.
-Jezu, nie
możemy o tym pogadać po szkole? Śpieszy mi się. Zaraz przyjdzie Kamil.
-Ostrzegam
cię, lepiej ze mną nie zadzieraj, bo jak już wyjdę za twojego ojca to zupełnie
przez przypadek możesz wylądować w internacie.
-Kto ci
powiedział, że do tego dojdzie?
-Uhhh… Jak
twój ojciec z tobą wytrzymuje?
-To samo
pytanie sobie zadaje odkąd twoja stopa stanęła w progu tego domu.
-Zejdź mi z
oczu. Porozmawiamy sobie jak wrócisz do domu.
-Z wielką
chęcią.
Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi.
Gdy je otworzyłam na ganku stał już Kamil. Kamil i ja chodzimy ze sobą już
cztery lata, ale podkochiwałam się w nim już w pierwszej klasie. Jest on
wysokim, przystojnym blondynem o dobrym sercu i wspaniałym poczuciu humoru.
Kiedy mnie zobaczył mocno mnie przytulił i pocałował w czoło.
-Hej
-Cześć,
idziemy?
-Oczywiście.
Idąc ciemnymi ulicami Londynu zastanawiałam
się. Jak to możliwe, że moje życie jest takie idealne. Wszystko układało się po
mojej myśli, niczym w filmie. Krople deszczu kapały mi na włosy, a ja nadal
myślałam i myślałam. Moje dylematy powstrzymał głos Kamila:
-Jesteśmy.
Ja teraz mam geografię, więc widzimy się po lekcjach. Dobra?
- Tak,
oczywiście. Do zobaczenia.
Po tych słowach odszedł w siną mgłę i
zniknął mi z oczu. Usiadłam na ławce. Bolał mnie brzuch i głowa. A do tego nie
dawała mi spokoju myśl o tym, że coś jest nie tak. Że choć mam wszystko to
jednak mi czegoś brakuje. Gwałtowny dzwonek przywołał mnie do rzeczywistości.
Moją pierwszą lekcją była biologia. Już przy wejściu usłyszałam tylko
„Wyciągamy kartki, kartkówka z ostatnich trzech rozdziałów”. Na szczęście
siedziałam koło Wiki, a jej ksywa Wikipedia nie wzięła się z nikąd. Napisałam
jako trzecia, ale niczego nie byłam pewna na sto procent. Wszystko było jedną
nie wiadomą. Na przerwie czekała mnie niespodzianka. Przy mojej szafce stał mój
stary przyjaciel Sam. Zdziwiło mnie to, ponieważ nie widzieliśmy się odkąd
zaczęłam spotykać się z Kamilem. Przestał pisać i nie wchodził na facebooka.
Więc jego niespodziewana wizyta była dość zaskakująca, lecz nie twierdzę, że
mnie nie uradował jego widok. Podeszłam bliżej, a on spojrzał mi w oczy i
uśmiechnął się.
-Siema.
-Siema? Po
tylu latach tylko na tyle cię stać?
-Przepraszam
po prostu Nie wiem jak mam się zachować. Tak długo ze sobą nie rozmawialiśmy.
-To dlatego,
że mnie olałeś.
-Co? To ty
nie odpisywałaś na moje listy.
-Nic nie
dostałam.
-Dziwne.
Pisałem do ciebie raz w miesiącu.
-Nie
możliwe, chyba się nie rozpłynęły w powietrzu.
-Nie wiem,
ale ta sprawa wydaje mi się podejrzana.
Nasz dialog został
przerwany przez dzwonek na drugą lekcję.
-Sam
teraz muszę już iść, ale spotkamy się w
sobotę?
-Dobra, ale
obiecaj, że mnie nie wystawisz.
-Obiecuję.
Przez resztę lekcji nie mogłam się skupić.
Dostałam od nauczyciela dwa upomnienia, ale to nie za skutkowało. Nagła wizyta
Sama nie dawała mi spokoju. A w dodatku co stało się z listami od niego?
Odpowiedź była prosta, składała się z jednego słowa „KAROLINA”. Byłam pewna, że
to ona za tym wszystkim stoi. Nadeszła ostatnia lekcja. Uwielbiałam angielski.
Był to mój ulubiony przedmiot zaraz po muzyce, która zawsze była na pierwszym
miejscu. Dzisiejsze zadanie przypadło mi do gustu. Uwielbiałam pisać
opowiadania z dialogiem. Kiedy pani Grubas rozdała nam kartki od razu zabrałam
się do pracy. Każde zdanie wyglądało jakbym obmyślała je przynajmniej przez
cały dzień. Ale przecież wymyślałam je na poczekaniu podczas pisania. Moje
wypracowanie brzmiało bardziej jak jakaś wyrocznia o dziewczynie ze znamieniem
w kształcie liścia. Takim jak moje. Było idealne spodziewałam się pięknej
piąteczki. Po upływie 45 min. zadzwonił nasz wybawiciel dzwonek. Przed szkołą
czekał na mnie już Kamil.
-Jak było w
szkole?
-Kamil
wiesz, że bardzo cię kocham, ale muszę wracać do domu.
-Co?
Dlaczego?
-Wytłumaczę
ci to dzisiaj na imprezie. Okej?
-Dobrze.
Trzymam cię za słowo.
-Do
zobaczenia.
Po powrocie
do domu od razu udałam się do pokoju.
Gdy nagle wpadła do niego Karolina z tatą.
-Coś się
stało?
-Nie! To
znaczy tak. Ja i Karolina pobieramy się.
-Żartujesz?
-Nie
dlaczego miałbym żartować?
Szczęka mi opadła. To co usłyszałam wzbudziło we mnie
smutek, ale też złość i nienawiść. Udałam, że się cieszę, ponieważ nie chciałam
zawieść ojca. Ale w głębi serca widziałam w oczach Karoliny dumę ze zwycięstwa.
Kiedy oni świętowali w salonie ja się przygotowywałam na domówkę. Kiedy już
byłam gotowa wyszłam z domu i byłam szczęśliwa, że nareszcie mogę odetchnąć od
tego wszystkiego.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz