piątek, 27 września 2013

Rozpoczęcie



       Nagła wizyta...

                     Nazywam się Ola mam 16 lat i mieszkam w Londynie. Jak pewnie już się domyśliliście jestem normalną nastolatką. Mam chłopaka, przyjaciół, rodzinę, dom i wszystko czego mi potrzeba. Ale od pewnego dnia moje życie wywróciło się do góry nogami.                                                     
        Jak co ranka obudził mnie budzik. Z trudem wstałam, ubrałam się i pomalowałam. Ale to nic. Na głowie miałam jeszcze wredną babę. Dziewczynę mojego ojca. Z tą kobietą nie dało się żyć. Wykorzystywała mojego ojca, a on zachowywał się jakby był ślepy. Udawał, że wszystko jest okej, a ja wymyślam. Ale to nie ważne wróćmy do mojego życia. Jak już mówiłam zrobiłam podstawowe czynności i zeszłam na dół po krętych schodach mieszczących się w moim domu. Na dole czekała już Karolina. Na początku przestraszyłam się jej wściekłego spojrzenia. Ale już zaraz nabrałam energii, aby móc walczyć z nią na słowa. To było normalne przeżywałam to codziennie.
-Co to ma być?
-Kartka.
-Dobrze wiesz, że chodzi mi o to co na niej się mieści.
-Wiem, że jesteś tempa, ale serio nie widzisz, że to sprawdzian z matmy?
-Właśnie widzę, ale nie rozumiem dlaczego dostałaś z niego trójkę.
-Jezu, nie możemy o tym pogadać po szkole? Śpieszy mi się. Zaraz przyjdzie Kamil.
-Ostrzegam cię, lepiej ze mną nie zadzieraj, bo jak już wyjdę za twojego ojca to zupełnie przez przypadek możesz wylądować w internacie.
-Kto ci powiedział, że do tego dojdzie?
-Uhhh… Jak twój ojciec z tobą wytrzymuje?
-To samo pytanie sobie zadaje odkąd twoja stopa stanęła w progu tego domu.
-Zejdź mi z oczu. Porozmawiamy sobie jak wrócisz do domu.
-Z wielką chęcią.
             Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi. Gdy je otworzyłam na ganku stał już Kamil. Kamil i ja chodzimy ze sobą już cztery lata, ale podkochiwałam się w nim już w pierwszej klasie. Jest on wysokim, przystojnym blondynem o dobrym sercu i wspaniałym poczuciu humoru. Kiedy mnie zobaczył mocno mnie przytulił i pocałował w czoło.
-Hej
-Cześć, idziemy?
-Oczywiście.
         Idąc ciemnymi ulicami Londynu zastanawiałam się. Jak to możliwe, że moje życie jest takie idealne. Wszystko układało się po mojej myśli, niczym w filmie. Krople deszczu kapały mi na włosy, a ja nadal myślałam i myślałam. Moje dylematy powstrzymał głos Kamila:
-Jesteśmy. Ja teraz mam geografię, więc widzimy się po lekcjach. Dobra?
- Tak, oczywiście. Do zobaczenia.
       Po tych słowach odszedł w siną mgłę i zniknął mi z oczu. Usiadłam na ławce. Bolał mnie brzuch i głowa. A do tego nie dawała mi spokoju myśl o tym, że coś jest nie tak. Że choć mam wszystko to jednak mi czegoś brakuje. Gwałtowny dzwonek przywołał mnie do rzeczywistości. Moją pierwszą lekcją była biologia. Już przy wejściu usłyszałam tylko „Wyciągamy kartki, kartkówka z ostatnich trzech rozdziałów”. Na szczęście siedziałam koło Wiki, a jej ksywa Wikipedia nie wzięła się z nikąd. Napisałam jako trzecia, ale niczego nie byłam pewna na sto procent. Wszystko było jedną nie wiadomą. Na przerwie czekała mnie niespodzianka. Przy mojej szafce stał mój stary przyjaciel Sam. Zdziwiło mnie to, ponieważ nie widzieliśmy się odkąd zaczęłam spotykać się z Kamilem. Przestał pisać i nie wchodził na facebooka. Więc jego niespodziewana wizyta była dość zaskakująca, lecz nie twierdzę, że mnie nie uradował jego widok. Podeszłam bliżej, a on spojrzał mi w oczy i uśmiechnął się.
-Siema.
-Siema? Po tylu latach tylko na tyle cię stać?
-Przepraszam po prostu Nie wiem jak mam się zachować. Tak długo ze sobą nie rozmawialiśmy.
-To dlatego, że mnie olałeś.
-Co? To ty nie odpisywałaś na moje listy.
-Nic nie dostałam.
-Dziwne. Pisałem do ciebie raz w miesiącu.
-Nie możliwe, chyba się nie rozpłynęły w powietrzu.
-Nie wiem, ale ta sprawa wydaje mi się podejrzana.
Nasz dialog został przerwany przez dzwonek na drugą lekcję.
-Sam teraz  muszę już iść, ale spotkamy się w sobotę?
-Dobra, ale obiecaj, że mnie nie wystawisz.
-Obiecuję.
        Przez resztę lekcji nie mogłam się skupić. Dostałam od nauczyciela dwa upomnienia, ale to nie za skutkowało. Nagła wizyta Sama nie dawała mi spokoju. A w dodatku co stało się z listami od niego? Odpowiedź była prosta, składała się z jednego słowa „KAROLINA”. Byłam pewna, że to ona za tym wszystkim stoi. Nadeszła ostatnia lekcja. Uwielbiałam angielski. Był to mój ulubiony przedmiot zaraz po muzyce, która zawsze była na pierwszym miejscu. Dzisiejsze zadanie przypadło mi do gustu. Uwielbiałam pisać opowiadania z dialogiem. Kiedy pani Grubas rozdała nam kartki od razu zabrałam się do pracy. Każde zdanie wyglądało jakbym obmyślała je przynajmniej przez cały dzień. Ale przecież wymyślałam je na poczekaniu podczas pisania. Moje wypracowanie brzmiało bardziej jak jakaś wyrocznia o dziewczynie ze znamieniem w kształcie liścia. Takim jak moje. Było idealne spodziewałam się pięknej piąteczki. Po upływie 45 min. zadzwonił nasz wybawiciel dzwonek. Przed szkołą czekał na mnie już Kamil.
-Jak było w szkole?
-Kamil wiesz, że bardzo cię kocham, ale muszę wracać do domu.
-Co? Dlaczego?
-Wytłumaczę ci to dzisiaj na imprezie. Okej?
-Dobrze. Trzymam cię za słowo.
-Do zobaczenia.
Po powrocie do domu od razu  udałam się do pokoju. Gdy nagle wpadła do niego Karolina z tatą.
-Coś się stało?
-Nie! To znaczy tak. Ja i Karolina pobieramy się.
-Żartujesz?
-Nie dlaczego miałbym żartować?
     Szczęka mi opadła. To co usłyszałam wzbudziło we mnie smutek, ale też złość i nienawiść. Udałam, że się cieszę, ponieważ nie chciałam zawieść ojca. Ale w głębi serca widziałam w oczach Karoliny dumę ze zwycięstwa. Kiedy oni świętowali w salonie ja się przygotowywałam na domówkę. Kiedy już byłam gotowa wyszłam z domu i byłam szczęśliwa, że nareszcie mogę odetchnąć od tego wszystkiego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz