Wyjście z tego domu, to nie
był jedyny powód dla, którego byłam szczęśliwa. Wiedziałam, że na imprezie będę
mogła utopić smutki w alkoholu. Wsiadałam do mojego nowego auta i odjechałam z
podjazdu. Do domu Kamila jechałam 5 minut. Jego dom był ogromny, a południowa
ściana była częściowo ze szkła. Najpierw zadzwoniłam do drzwi frontowych.
Otworzył mi wysoki łysy mężczyzna w podeszłym wieku. Uśmiechnął się do mnie
serdecznie i życzył dobrej zabawy. Do ogrodu prowadziły ogromne drzwi z
cienkiego, kolorowego szkła. A za nimi kątem oka można było dostrzec bawiącą
się młodzież. Uzbierałam w sobie całą pewność siebie i dumnym krokiem przeszłam
przez szklane wrota, niczym księżniczka idąca do swego ludu. Pierwszy zauważył
mnie Tom. Tom był najlepszym przyjacielem Kamila, nie odstawał także od niego z
wyglądem i charakterem. Podszedł do mnie i zaprosił do stolika do VIP-ów gdzie
siedziała cała nasza paczka. Przywitałam się ze wszystkimi i zauważyłam, że
wzrok Kamila daje mi do zrozumienia, że musimy pogadać. Bez żadnego sprzeciwu
poprosiłam, aby przyszedł za pięć minut na naszą ulubioną ławkę, która znajduje
się w zachodniej części ogrodu. Tej wysuniętej daleko od imprezowiczów i innych
ludzi. Oprócz nas nikt tam nie zagląda. Spotkaliśmy się tam według planu.
-Oni się
zaręczają!
-Kto?
-Tata z
Karoliną.
-Nie możliwe
twój ojciec nie jest taki głupi.
-A jednak.
-Pamiętaj
zawsze możesz na mnie liczyć.
-Wiem i
postanowiłam, że dzisiaj nic mi nie zepsuje humoru. Chcę się upić i bawić do białego rana.
Wziął mnie
za rękę i przytulił do siebie mocna, a po chwili szepnął mi do uch dwa słowa:
„Kocham Cię”. Uśmiechnęłam się i zaciągnęłam go na parkiet. Kiedy wybiła północ
byłam już kompletnie pijana. Ale chciałam jeszcze. Na szczęście Kamil odciągnął
mnie od baru i kazał usiąść i się nie ruszać dopóki on nie wróci. Chwila jego
nie uwagi wystarczyła mi na szybką ucieczkę do samochodu. Odpaliłam silnik i
ruszyłam czekałam tylko, aż złapie mnie policja. Postanowiłam jechać dłuższą
drogą przez las. Zasypiałam na siedząco, miałam wrażenie, że jeśli zamknę teraz
oczy to już się nie obudzę. W pewnej chwili na drodze stało stado dzików, ale z
prędkością jaką jechałam nie mogłam zahamować, a one zajęły całą drogę więc nie
mogłam również ich ominąć. Naciskałam hamulec, ale na nic, bo on nie działał. I
teraz już wiedziałam, że to nie wina prędkości. Ktoś przeciął hamulce.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz