piątek, 27 września 2013

Wypadek



Wyjście z tego domu, to nie był jedyny powód dla, którego byłam szczęśliwa. Wiedziałam, że na imprezie będę mogła utopić smutki w alkoholu. Wsiadałam do mojego nowego auta i odjechałam z podjazdu. Do domu Kamila jechałam 5 minut. Jego dom był ogromny, a południowa ściana była częściowo ze szkła. Najpierw zadzwoniłam do drzwi frontowych. Otworzył mi wysoki łysy mężczyzna w podeszłym wieku. Uśmiechnął się do mnie serdecznie i życzył dobrej zabawy. Do ogrodu prowadziły ogromne drzwi z cienkiego, kolorowego szkła. A za nimi kątem oka można było dostrzec bawiącą się młodzież. Uzbierałam w sobie całą pewność siebie i dumnym krokiem przeszłam przez szklane wrota, niczym księżniczka idąca do swego ludu. Pierwszy zauważył mnie Tom. Tom był najlepszym przyjacielem Kamila, nie odstawał także od niego z wyglądem i charakterem. Podszedł do mnie i zaprosił do stolika do VIP-ów gdzie siedziała cała nasza paczka. Przywitałam się ze wszystkimi i zauważyłam, że wzrok Kamila daje mi do zrozumienia, że musimy pogadać. Bez żadnego sprzeciwu poprosiłam, aby przyszedł za pięć minut na naszą ulubioną ławkę, która znajduje się w zachodniej części ogrodu. Tej wysuniętej daleko od imprezowiczów i innych ludzi. Oprócz nas nikt tam nie zagląda. Spotkaliśmy się tam według planu.
-Oni się zaręczają!
-Kto?
-Tata z Karoliną.
-Nie możliwe twój ojciec nie jest taki głupi.
-A jednak.
-Pamiętaj zawsze możesz na mnie liczyć.
-Wiem i postanowiłam, że dzisiaj nic mi nie zepsuje humoru. Chcę się upić i bawić  do białego rana.
Wziął mnie za rękę i przytulił do siebie mocna, a po chwili szepnął mi do uch dwa słowa: „Kocham Cię”. Uśmiechnęłam się i zaciągnęłam go na parkiet. Kiedy wybiła północ byłam już kompletnie pijana. Ale chciałam jeszcze. Na szczęście Kamil odciągnął mnie od baru i kazał usiąść i się nie ruszać dopóki on nie wróci. Chwila jego nie uwagi wystarczyła mi na szybką ucieczkę do samochodu. Odpaliłam silnik i ruszyłam czekałam tylko, aż złapie mnie policja. Postanowiłam jechać dłuższą drogą przez las. Zasypiałam na siedząco, miałam wrażenie, że jeśli zamknę teraz oczy to już się nie obudzę. W pewnej chwili na drodze stało stado dzików, ale z prędkością jaką jechałam nie mogłam zahamować, a one zajęły całą drogę więc nie mogłam również ich ominąć. Naciskałam hamulec, ale na nic, bo on nie działał. I teraz już wiedziałam, że to nie wina prędkości. Ktoś przeciął hamulce.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz