Mimo tego,
że osiągnęłam to co chciałam z oczu płynęły mi strumienie łez. Zamiast do
wyjścia ruszyłam w górę po schodach, aż na dach. Na samej górze stanęłam na
krawędzi i spojrzałam w dół. Całe życie przeleciało mi przed oczami. Myślałam,
że myśli rozerwą mi głowę gdy za plecami poczułam czyjś oddech i zrozumiałam,
że jestem na dachu starego domu Sama. Obróciłam się, a Sam patrzył się na mnie
przestraszonym wzrokiem. Próbował mnie dotknąć i dziwnym trafem udało mu się.
Jego ręka stanęła na moim ramieniu.
-Bridgit, to
ty?
-Sam jak to
możliwe przecież ja jestem…..
-Mówiłem, że
tego nie zrozumiesz.-usłyszałam głos Look’a.
-Mówiłam, że
nie chcę mieć z Toba nic wspólnego, ale i tak jak to możliwe,że Sam mnie widzi
i może dotknąć, a inni nie?
-Poczekaj
twój tata zadzwoniła do mnie i powiedział, że jesteś w śpiączce i nie wiadomo
czy się obudzisz.
-Sam to
skomplikowane. Kiedyś ci o tym opowiem, ale jeszcze nie teraz.
-Nie musisz
on o wszystkim wie.
-Słucham?
Nawet jemu nie pozwoliłeś mi nic powiedzieć, bo sam to musiałeś zrobić.
-Co ja
poradzę samo wyszło.
-Bridgit nie
kłóć się teraz z nim, bo nie ma powodu, a ja już o wszystkim wiem i choć to się
nie trzyma kupy próbuję to zrozumieć. Co musisz zrobić, żeby do nas wrócić?
-Nie wiem,
bo ten o to debli, który tutaj stoi nie chce mi powiedzieć…
-Sam go nie
znam! I nie oskarżaj mnie o wszystko co najgorsze, bo sama nie jesteś idealna.
Musisz odkryć je sama.
-To nie
zmienia faktu, że mam na ciebie focha.
-Rób co
chcesz.
-Koniec!
Idźcie za mną.