niedziela, 8 grudnia 2013

Kłótnia...



I znikł mi z oczu. Byłam oszołomiona, ale gdzieś w moim wnętrzu czułam, że jemu mogę zaufać. Szłam w kierunku wyjścia z tej mrocznej uliczki z dziwnym uczuciem. Na ulicy zauważyłam, że z naprzeciwka rusza mój komitet powitalny, w którego skład wchodzili Kramisha i Look. Byli strasznie wkurzeni.
-Bridgit Cold gdzieś ty się podziewała?      
-Nie twoja sprawa. To, że jestem tu nowa nie znaczy, że musicie być ze mną na każdym kroku, a z resztą czemu ja się wam tłumaczę? To moja sprawa co ja robię.
 W pewnym momencie znowu dopadł mnie straszny ból głowy i zemdlałam.                          Biegłam, biegłam i biegłam, a las wydawał się nie mieć końca. Na drzewach siedziały małe czerwone postacie, które śmiały się ze mnie. Nareszcie las jednak okazał się mieć koniec, lecz to co tam zobaczyłam było straszne. Zobaczyłam pobojowisko. Rzeka krwi poległych ofiar płynęła mi pod nogami. Nie wiedziałam skąd, ale czułam, że wiatr podpowiada mi, że to nie koniec wojny, a najważniejsze dzieje się na wschodzie. Poczułam nagły przypływ energii. Chciałam biec, ale stopy przywarły mi do ziemi i się obudziłam. Otworzyłam oczy i byłąm bardzo wyspana. Miałam nadzieję, że to wszystko to był tylko zły sen, ale nie obudziłam się w moim nudnym, starym i zniszczonym pokoju, ale w czarnym pomieszczeniu, które było bardzo małe i jedynym meblem tutaj było łóżko i śnieżnobiałe drzwi. W rogu stał Look ze zwieszoną głową.
-Oooo proszę śpiąca królewna się obudziła.
-Nawet teraz musisz być chamski?
-Chamski? Przynajmniej nie jestem wstrętnym samolubem, który nie myśli o innych.
-Sugerujesz coś?
-Nie po prostu już mam cię dość jesteś tu od nie dawna, a już musisz mieszać.
-Posłuchaj chłopczyku. Nie potrzebuję nikogo i najlepiej będzie jeśli swoje dalsze zmagania z powrotem na Ziemię i wykonaniem zdanie będę kontynuować bez ciebie i Kramishy.
-Sama nigdy nie dasz sobie rady. Nie wiesz co tu się dzieje, a jak się dowiesz to już nie będzie ci tak wesoło i nareszcie przestaniesz się tak wymądrzać.
-Ja nie będę sama. Znam kogoś kto nie będzie krytykował mojego każdego kroku i spróbuje mi pomóc.
-Ciemność.
Jego źrenice się rozszerzyły, a na ustach powstał wyraz lęku i nie do wierzenia. Słychać było jak z trudem przełyka ślinę. Zmartwiło mnie to, ale jednocześnie wiedziałam, że dobrze zrobiłam mówiąc mu o moim nowym znajomym.
-Czy ty zwariowałaś?
-Nie jeszcze nie.
-Teraz na pewno nie pozwolę ci trwać w tym sam na sam z nim.
-Nie musisz.
-Ale chcę.
-A przyszło ci do głowy, że ja nie chcę? Mam dość tego, że jestem ciągle muszę być pod czyjąś ciągłą kontrolą.
-Masz dość tak? To chyba ja ma ciebie dość i już lepiej idź do swojego nowego przyjaciela.
-Na pewno pójdę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz