I znikł mi z
oczu. Byłam oszołomiona, ale gdzieś w moim wnętrzu czułam, że jemu mogę zaufać.
Szłam w kierunku wyjścia z tej mrocznej uliczki z dziwnym uczuciem. Na ulicy
zauważyłam, że z naprzeciwka rusza mój komitet powitalny, w którego skład
wchodzili Kramisha i Look. Byli strasznie wkurzeni.
-Bridgit
Cold gdzieś ty się podziewała?
-Nie twoja
sprawa. To, że jestem tu nowa nie znaczy, że musicie być ze mną na każdym
kroku, a z resztą czemu ja się wam tłumaczę? To moja sprawa co ja robię.
W pewnym momencie znowu dopadł mnie straszny
ból głowy i zemdlałam. Biegłam, biegłam i
biegłam, a las wydawał się nie mieć końca. Na drzewach siedziały małe czerwone
postacie, które śmiały się ze mnie. Nareszcie las jednak okazał się mieć
koniec, lecz to co tam zobaczyłam było straszne. Zobaczyłam pobojowisko. Rzeka
krwi poległych ofiar płynęła mi pod nogami. Nie wiedziałam skąd, ale czułam, że
wiatr podpowiada mi, że to nie koniec wojny, a najważniejsze dzieje się na
wschodzie. Poczułam nagły przypływ energii. Chciałam biec, ale stopy przywarły
mi do ziemi i się obudziłam. Otworzyłam oczy i byłąm bardzo wyspana. Miałam
nadzieję, że to wszystko to był tylko zły sen, ale nie obudziłam się w moim
nudnym, starym i zniszczonym pokoju, ale w czarnym pomieszczeniu, które było
bardzo małe i jedynym meblem tutaj było łóżko i śnieżnobiałe drzwi. W rogu stał
Look ze zwieszoną głową.
-Oooo proszę
śpiąca królewna się obudziła.
-Nawet teraz
musisz być chamski?
-Chamski?
Przynajmniej nie jestem wstrętnym samolubem, który nie myśli o innych.
-Sugerujesz
coś?
-Nie po
prostu już mam cię dość jesteś tu od nie dawna, a już musisz mieszać.
-Posłuchaj
chłopczyku. Nie potrzebuję nikogo i najlepiej będzie jeśli swoje dalsze
zmagania z powrotem na Ziemię i wykonaniem zdanie będę kontynuować bez ciebie i
Kramishy.
-Sama nigdy
nie dasz sobie rady. Nie wiesz co tu się dzieje, a jak się dowiesz to już nie
będzie ci tak wesoło i nareszcie przestaniesz się tak wymądrzać.
-Ja nie będę
sama. Znam kogoś kto nie będzie krytykował mojego każdego kroku i spróbuje mi
pomóc.
-Ciemność.
Jego źrenice
się rozszerzyły, a na ustach powstał wyraz lęku i nie do wierzenia. Słychać było
jak z trudem przełyka ślinę. Zmartwiło mnie to, ale jednocześnie wiedziałam, że
dobrze zrobiłam mówiąc mu o moim nowym znajomym.
-Czy ty
zwariowałaś?
-Nie jeszcze
nie.
-Teraz na
pewno nie pozwolę ci trwać w tym sam na sam z nim.
-Nie musisz.
-Ale chcę.
-A przyszło
ci do głowy, że ja nie chcę? Mam dość tego, że jestem ciągle muszę być pod
czyjąś ciągłą kontrolą.
-Masz dość
tak? To chyba ja ma ciebie dość i już lepiej idź do swojego nowego przyjaciela.
-Na pewno
pójdę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz