Cała okolica
była ciemna. Nie wyobrażam sobie iść tą drogą w nocy. Ponieważ Look szedł w ciszy, wykorzystałam sytuację i wzrokiem
szukałam Kramishy. Chłopak patrzył cały czas przed siebie i nie zwracał na mnie
uwagi. Denerwowało mnie to, więc zdecydowałam się go zapytać co mu zrobiłam.
-O co ci
chodzi?
-O nic.
-Słuchaj,
wiem, że może ci nie pasować moje towarzystwo, ale to nie moja wina, że na mnie
w trafiłeś.
-Nie o to
chodzi.
-A o co?
-Tina, ta
dziewczyna co zobaczyła nas w powietrzu. Ona zrobi wszystko, żeby zmienić ci
opiekuna.
-Czemu? A po
za tym czemu się tym tak przejmujesz?
-Mam swoje
powody. Jesteśmy już. Teraz zostawię cię samą. Widzimy się za dwie godziny. Rób
na co tylko masz ochotę.
Uśmiechnął się
do mnie zalotnie i odszedł. Jego łobuzerski uśmiech został w mojej pamięci. Znów
wyglądał jak ten nastolatek, który siedział za stołem. Odwróciłam się na pięcie,
a tuż za mną stałą Kramisha. Była szczęśliwa i odprowadzała wzrokiem mojego
opiekuna. Ja też to zrobiłam i miałam nadzieję, że się nie odwróci, ale jakby
mi robił na złość odwrócił lekko głowę i zaśmiał się. Kiedy zniknął z mojego
pola widzenia spojrzałam na dziewczynę.
-Zazdro.
Look Wild to największe ciacho w naszej krainie.
-No jest
przystojny, ale ja mam, a przynajmniej miałam chłopaka, więc chyba nie wypada,
żebym oglądała się za kimś innym.
-Wypada, nie
wypada, ale dziewczyno jesteś wybrana dostaniesz zadanie na Ziemi to twój
ostatni anielski dzień tutaj. Zaszalej.
-Rada mówiła,
że razem ze mną muszą lecieć jeszcze cztery osoby. I czy chcesz tam lecieć ze
mną?
-Czekałam,
aż mnie zapytasz. Oczywiście, że tam.
-To
pozostają jeszcze dwie. Ale nikogo tu nie znam…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz