środa, 2 października 2013

Znamię.



-Jesteś gotowa?
Te dwa słowa utknęły mi w głowie, lecz to nie było dobrze. Nie czułam się tak jak gdy mówiła kobieta w podeszłym wieku, czy najstarszy mężczyzna. Jego głos był inny. I wiedziałam, że muszę się trzymać na baczności.
-Tak.
-A więc idźcie. Następnym razem zobaczymy się za tydzień i wtedy dowiesz się jakie cię czeka zadanie.
Kiwnęłam głową i powoli oddalałam się w kierunku wyjścia gdy nagle Look zaczął krzyczeć. To był histeryczny krzyk. Brzmiał jakby go ktoś obdzierał ze skóry. Wszyscy członkowie rady ruszyli mu na pomoc. Nagle coś mnie tknęło. Szybkim krokiem ruszyłam w ich kierunku.
-Odsuńcie się.
-Dziecko to nie czas na wygłupy.
-Nie wygłupiam się. Zaufajcie mi i się odsuńcie.
Wszyscy się odsunęli, a ja bez chwili zastanowienia dotknęłam jedną ręką jego klatki piersiowej, a drugą jego ust. Stało się coś niesamowitego. Nasza dwójka wzbiła się w powietrze, a wszystko wokoło zaczęło błyszczeć złotym światłem. Jego duże, zielone oczy się otworzyły. Uśmiechnął się do mnie sympatycznie i długo patrzyliśmy sobie w oczy, gdy nagle do sali wbiegła dziewczyna. Kiedy zobaczyła mnie i Looka zaczęła krzyczeć. To co się działa przed sekundą nagle zniknęło, a my spadliśmy na ziemię. Wydawało mi się, że spałam całą wieczność. Kiedy otworzyłam oczy nade mną stał Look i młoda dziewczyna, która wyglądała na 12 lat.
-Żyje.
Powiedziała dziewczyna, ale ja zamiast przejmować się tym co działo się przed chwilą. Zajmowałam się rozważaniem, czy skoro już tak jakby nie żyję to czy mogłabym umrzeć tutaj. Wszyscy stali nade mną tworząc duży krąg. W pewnej chwili złapał mnie nagły i bardzo bolesny ból głowy. Był nie do wytrzymania. Każdy choćby najdrobniejszy dźwięk sprawiał mi ogromny ból. Trwało to 15 minut i trwało, by dłużej. Gdyby nie uspokajający głos Sama. Chwila, co? Głos Sama? Skąd on się wziął w mojej głowie? Skąd wiedział gdzie jestem? Te pytania chodziły mi po głowie, ale nie mogłam ich uciszyć. Jedynym tego plusem, było to, że przestała mnie boleć głowa.
-Wszystko w porządku?
-Tak. Co się stało?
-O to samo chcieliśmy zapytać ciebie.
-Słucham? Skąd ja mam to wiedzieć? To wy jesteście aniołami.
-Ale nigdy się z czymś takim nie spotkaliśmy. Zdarzyło ci się to już kiedyś?
-Raz kiedy umierała moja mama. Chciałam za wszelką cenę jej nie stracić. I stało się. Tylko teraz było inaczej.
-Inaczej to znaczy?
-Nie wzbiłam się z mamą w powietrze i…
-I?
-I miałam wtedy znamię w kształcie liścia. Ale ostatnio ono się zmieniło. Wygląda jak liść klonu.
-Liść klonu?
-Tak.
-A więc pewnie jesteś wybrana.
-Wybrana?
-Nie którzy  są wyjątkowi. Nazywamy ich wybranymi. Dostają misję na ziemi i dodatkowe moce, ale w przeciwieństwie do innych. Wybranym  w wykonaniu zadania towarzyszą opiekunowie.
To co usłyszałam wzbudziło we mnie szok. Wiedziałam, że jestem inna. To było wiadomo już dawno jeszcze na ziemi. Szukałam podpowiedzi dlaczego akurat ja. Nie znalazłam jej, ale ujrzałam za to oszołomionego Looka. Wyglądał jak nie on. Teraz był jak zwykły nastolatek. Omijał mnie wzrokiem. Jakby się bał na mnie spojrzeć. Wiedziałam, że coś jest nie tak. Nagle odezwała się wysoka, ładna blondynka:
-Ona? Wybrana? Katniss chyba żartujesz.
-Tina, daj spokój.
-Ale ona nie może zabrać Looka.
-Ty wiesz, że on wróci.
-Tak? To ja chcę iść z nimi.
-To Bridgit zadecyduje kto z nią pójdzie. Nie my.
-Oprócz Looka mogę zabrać kogoś jeszcze?
-Tak, cztery osoby, bo razem musi was być pięcioro.
-Kiedy muszę zadecydować?
-Jutro.
Nie znałam tu nikogo oprócz Kramishy. Kogo jeszcze niby miałąm wybrać. Czuła, że dzisiaj muszę poznać jeszcze parę osób godnych mojego zaufania. Moje dylematy przerwał głośny i stanowyczy głos Looka:
-Zabieram ją już nie mamy dużo czasu.
-Dobrze idźcie, ale dbaj o nią i pilnuj jej.
Po tych słowach dość szybkim krokiem wyszliśmy z Sali.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz