-Jesteś
gotowa?
Te dwa słowa
utknęły mi w głowie, lecz to nie było dobrze. Nie czułam się tak jak gdy mówiła
kobieta w podeszłym wieku, czy najstarszy mężczyzna. Jego głos był inny. I
wiedziałam, że muszę się trzymać na baczności.
-Tak.
-A więc
idźcie. Następnym razem zobaczymy się za tydzień i wtedy dowiesz się jakie cię
czeka zadanie.
Kiwnęłam
głową i powoli oddalałam się w kierunku wyjścia gdy nagle Look zaczął krzyczeć.
To był histeryczny krzyk. Brzmiał jakby go ktoś obdzierał ze skóry. Wszyscy
członkowie rady ruszyli mu na pomoc. Nagle coś mnie tknęło. Szybkim krokiem
ruszyłam w ich kierunku.
-Odsuńcie
się.
-Dziecko to
nie czas na wygłupy.
-Nie
wygłupiam się. Zaufajcie mi i się odsuńcie.
Wszyscy się
odsunęli, a ja bez chwili zastanowienia dotknęłam jedną ręką jego klatki
piersiowej, a drugą jego ust. Stało się coś niesamowitego. Nasza dwójka wzbiła
się w powietrze, a wszystko wokoło zaczęło błyszczeć złotym światłem. Jego
duże, zielone oczy się otworzyły. Uśmiechnął się do mnie sympatycznie i długo
patrzyliśmy sobie w oczy, gdy nagle do sali wbiegła dziewczyna. Kiedy zobaczyła
mnie i Looka zaczęła krzyczeć. To co się działa przed sekundą nagle zniknęło, a
my spadliśmy na ziemię. Wydawało mi się, że spałam całą wieczność. Kiedy
otworzyłam oczy nade mną stał Look i młoda dziewczyna, która wyglądała na 12
lat.
-Żyje.
Powiedziała dziewczyna,
ale ja zamiast przejmować się tym co działo się przed chwilą. Zajmowałam się
rozważaniem, czy skoro już tak jakby nie żyję to czy mogłabym umrzeć tutaj.
Wszyscy stali nade mną tworząc duży krąg. W pewnej chwili złapał mnie nagły i
bardzo bolesny ból głowy. Był nie do wytrzymania. Każdy choćby najdrobniejszy
dźwięk sprawiał mi ogromny ból. Trwało to 15 minut i trwało, by dłużej. Gdyby
nie uspokajający głos Sama. Chwila, co? Głos Sama? Skąd on się wziął w mojej
głowie? Skąd wiedział gdzie jestem? Te pytania chodziły mi po głowie, ale nie
mogłam ich uciszyć. Jedynym tego plusem, było to, że przestała mnie boleć
głowa.
-Wszystko w
porządku?
-Tak. Co się
stało?
-O to samo
chcieliśmy zapytać ciebie.
-Słucham?
Skąd ja mam to wiedzieć? To wy jesteście aniołami.
-Ale nigdy
się z czymś takim nie spotkaliśmy. Zdarzyło ci się to już kiedyś?
-Raz kiedy
umierała moja mama. Chciałam za wszelką cenę jej nie stracić. I stało się.
Tylko teraz było inaczej.
-Inaczej to
znaczy?
-Nie wzbiłam
się z mamą w powietrze i…
-I?
-I miałam
wtedy znamię w kształcie liścia. Ale ostatnio ono się zmieniło. Wygląda jak
liść klonu.
-Liść klonu?
-Tak.
-A więc
pewnie jesteś wybrana.
-Wybrana?
-Nie
którzy są wyjątkowi. Nazywamy ich
wybranymi. Dostają misję na ziemi i dodatkowe moce, ale w przeciwieństwie do
innych. Wybranym w wykonaniu zadania
towarzyszą opiekunowie.
To co
usłyszałam wzbudziło we mnie szok. Wiedziałam, że jestem inna. To było wiadomo
już dawno jeszcze na ziemi. Szukałam podpowiedzi dlaczego akurat ja. Nie
znalazłam jej, ale ujrzałam za to oszołomionego Looka. Wyglądał jak nie on.
Teraz był jak zwykły nastolatek. Omijał mnie wzrokiem. Jakby się bał na mnie
spojrzeć. Wiedziałam, że coś jest nie tak. Nagle odezwała się wysoka, ładna
blondynka:
-Ona?
Wybrana? Katniss chyba żartujesz.
-Tina, daj
spokój.
-Ale ona nie
może zabrać Looka.
-Ty wiesz,
że on wróci.
-Tak? To ja
chcę iść z nimi.
-To Bridgit
zadecyduje kto z nią pójdzie. Nie my.
-Oprócz
Looka mogę zabrać kogoś jeszcze?
-Tak, cztery
osoby, bo razem musi was być pięcioro.
-Kiedy muszę
zadecydować?
-Jutro.
Nie znałam tu nikogo oprócz Kramishy. Kogo jeszcze niby miałąm wybrać. Czuła, że dzisiaj muszę poznać jeszcze parę osób godnych mojego zaufania. Moje dylematy przerwał głośny i stanowyczy głos Looka:
-Zabieram ją
już nie mamy dużo czasu.
-Dobrze
idźcie, ale dbaj o nią i pilnuj jej.
Po tych słowach dość
szybkim krokiem wyszliśmy z Sali.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz